piątek, kwiecień 27, 2018

W roku 1858 był poborcą podatkowym (Einehmerem) w Li­manowej Ertel, zwany „Pechvoglem", z tego powodu, że zawsze przegrał ile razy zasiadł do kart.

Po nim nastał Kubliński. Notaryuszem był Franciszek Gross, ożeniony z Fichauzerówną z Gdowa. Ponieważ w Limanowej nie było wówczas adwokatów, przeto Gross zastępywał strony w procesach, sporządzał pisma sporne i t. p.

Kandydatem  notaryalnym był u niego Michał Struszkiewicz.

Gross urodził się w r. 1823 a umarł 10 marca 1895.

Komisarzem skarbowym był Jan Rikauer; podpisywał się „Johann Rikauer Edler von Hohenthal". Po nim nastali: Skulski, Starościk i inni już młodsi. Lekarzem rządowym był Saganowski.

Dr. Leon Żuławski[7] był praktykującym lekarzem w Lima­nowej; ponieważ miał nogi sparaliżowane przeto wożono go na fotelu umyślnie zrobionym; posiadał ładny dom pod NK 15 w rynku z dużym ogrodem. Realność tę sprzedał jego syn Dr. Karol Żuławski przed 8-miu laty. Żuławscy mieli ładną córkę Leoncię.

Aptekarzem był Antoni Miler. Jego nader miła mał­żonka Karolina umiała doskonale przyrządzać lekarstwa.

Ile razy ktoś przyszedł do lekarni w dzień powszedni, czy świąteczny, o której bądź porze dnia, zawsze zastał w niej albo Milera albo jego żonę.

Milerowie mieli kilka córek, to też od czasu do czasu urządzali zabawy. Nie raz tańczyłem do białego dnia u Milerów. — Z córek najładniejsza była Bronia, z którą się ożenił Teodor Głębocki.

Pocztmistrzem był Stanisław Peszko, bardzo sympatyczny uprzejmy i taktowny człowiek. Ze stronami obchodził się bardzo grzecznie; chował 12 par koni, albowiem wtedy kursowały tak zwane „Eilwageny" zaprzężone w dwie pary koni. Peszko posy­łał z dyliżansem konie do Nowego Sącza i Rzegociny; w peł­nieniu obowiązków pomagał mu kuzyn Ostrowski. Listonoszem był Jakób Kubicki; jakkolwiek nie umiał ani czytać ani pisać i listy wkładał między palce obu rąk, miał tak dobrą pamięć, że rzadko się trafiały pomyłki w doręczaniu listów adresatom. Peszkowie mieli otwarty dom. — Wszystka inteligencya limanowska bywała w ich gościnnym domu.

W Limanowej była wówczas szkoła trywijalna — w niej uczył dzieci Stanisław Chudzicki z pomocą organisty Michała Kapturkiewicza. Dzisiaj jest w Limanowej 13. sił nauczy­cielskich. Burmistrzem był Jakób Baczyński, szwagier poprze­dniego burmistrza, Walentego Chylińskiego; po nim następowali kolejno: Antoni Baczyński, Józef Mamak ze sądu, Stanisław Peszko i inni.

Rabinem był Nathan Godlberg.

W owe czasy mieli tu sklepy korzenne: bracia Apolinary i Eugeniusz Jordan Rozwadowscy; później sani Eugeniusz Roz­wadowski, który był jak się niemcy wyrażają „ein geriebener Kaufmann". W jego sklepie praktykował Michaś Macharski obecny właściciel domu handlowego pod godłem „Antoni Hawełka" w Krakowie. — Już wtedy okazywał wielki spryt i zamiłowanie do handlu. Był prawą ręką Rozwadowskiego.

Faliszewski — miał sklep w budynku plebańskim, który stał w tem miejscu, gdzie obecnie znajduje się ogród księży. Gdy Faliszewski wyprowadził się do Przemyśla, założył w tym budynku sklep korzenny Bauman, który później przeniósł się do Bochni i tam kupił cukiernię.

Piotrowski — miał sklep koło kościoła; sprzedał go wraz z budynkiem Peszkowskiemu, synowi leśniczego w Laskowej. Peszkowski przystawił jeszcze jeden dom, ale długo się nie utrzymał przy sklepie; ogłosił upadłość i oba te budynki sprzedał Stahlbergerowi, ówczesnemu sekretarzowi limanowskiej rady po­wiatowej — od niego kupiła gmina oba domy.

Haskel Blaugrund obok sklepu korzennego miał duży skład wina węgierskiego.

Szymon Hochberg miał sklep bławatny; Schaja Zellner obecnie Krezus limanowski miał sklep żelazny a Juda Goldfinger szynk winny.

W owe czasy sprowadziło się do Limanowej na stały pobyt kilku obywateli wiejskich i tak:

Chmielowski Stanisław, przybył z Rybia — był dzierżawcą dóbr ziemskich — kupił sobie dom w Limanowej — stojący obok tego domu, w którym znajduje się trafika Kloza od strony za­chodniej. Dom ten później sprzedał Wojciechowi Świderskiemu — zmarł w Limanowej.

Kisielewski Józef, dzierżawca dóbr ziemskich, przybył z kisielówki, mieszkał w tym domu, w którym obecnie znajduje się magazyn spółki rolniczo-handlowej „kosa" — umarł tutaj w. r. 1863.

Marynowski Ignacy, z powodu choroby wymagającej ciągłej opieki lekarskiej sprowadził się z Łukowicy do domu Józefa Barana — utworzył fundusz stypendyjny dla ubogich uczniów. Tutaj umarł 15 lipca 1868.

Miłkowski Rudolf, były właściciel folwarku w Słopnicach królewskich — był na Syberyi. Tam stracił jedno oko; od czasu do czasu bzikował; fama v a g a t u r, że hr. Stadnicka zapisała Miłkowskiemu, swemu bratu mlecznemu, czterdzieści kilka ty­sięcy zł. w. a. Miłkowski mieszkał w ostatnich czasach w domu Kunegundy Bulandowej, zwanej „Dzierwiną" żony garbarza — tam umarł;

Sławikowski Henryk[8] były spółwłaściciel Tymbarku i Sło­pnic Królewskich. Ostatniemi czasy mieszkał w domu Julii Ku­nickiej na targowicy i tam umarł.

Tomaski, przybył ze Siekierczyny i mieszkał koło domu Józefa Mola w ulicy krakowskiej obecnie kolejowej od strony wschodniej. Tomascy mieli ładną córkę Olgę — często bywali w domu moich rodziców, jako najbliżsi sąsiedzi. Tomaski był słuszny mężczyzna, nosił zawsze polski ubiór; był bardzo towa­rzyski i zabawny.

Ze Skrzydlny sprowadziła się do Limanowy Józefa Ledniowska z córką Wiktoryą, która trudniła się krawieczyzną — u niej ubierała się Marya Żochowska z Laskowej (wyszła za mąż za Michałowskiego z Dąbia).

Pierwotnie obie Ledniowskie mieszkały w połowie zacho­dniej domu, stojącego tuż przy realności mej matki pod Nr. 91. w drugiej połowie wschodniej mieszkali Chołubowiczowie. Tak Ledniowskie jak i Chołubowiczowie, tudzież Łascy, którzy mie­szkali w domu Józefa Mola często bywali w domu moich ro­dziców. Obie Ledniowskie umarły w Limanowej.